czwartek, 19 marca 2015

Rozdział 5

Obudził mnie zapach jedzenia. Spojrzałam na zegarek – była już godzina 11:30. Już miałam zrywać się z łóżka, gdy zdałam sobie sprawę, że nie jestem u siebie w domu. Znajduję się w mieszkanku Jasona Bucknera w centrum Jacksonville. Trzeba przyznać, że na jego łóżku śpi się świetnie. Postanowiłam, że poleżę jeszcze chwilkę. Rozmyślałam nad tym jak znalazłam się w sypialni. Moim ostatnim wspomnieniem na jawie było oglądanie gwiazd na kwadratowym balkonie. Moje myśli zostały przerwane cichym szurnięciem białych drzwi, wychodzących z sypialni na korytarz. Jason wszedł do pokoju, trzymając tackę z jajecznicą, grillowanymi bajglami z serkiem Philadelphia, truskawkami pokrojonymi w kostkę i herbatką jaśminową.
- Zrobiłeś mi śniadanie? – zapytałam piskliwym głosem, zrywając się z łóżka.
- Cóż... jesteś u mnie gościem. – odpowiedział z lekka nieśmiało.
- Dziękuję bardzo. – odparłam. Jason wyglądał bardzo dobrze, z resztą jak zawsze. Ubrany był w granatowo – białą koszulę w kratkę z krótkim rękawem, ciemne jeansy i granatowo – zielone, znoszone nike janoski. Wydawało się, że jego gęstych, ciemnych włosów było jeszcze więcej niż zazwyczaj. Pachniał mieszanką tulipanów, dezodorantu Axe, piżma i papierosów. Nie wiem dlaczego, ale gdy poczułam ten zapach przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Podniosłam delikatnie kieliszek z herbatką jaśminową.
- Wiesz, że zasnęłaś wczoraj na balkonie? - zapytał Jason, śmiejąc się. Uśmiechnęłam się, nie wierząc w jego słowa. Nigdy nie zasnęłam w dziwniejszym miejscu niż balkon.
- Byłeś dziś na uczelni? – zapytałam.
- Tak, był bardzo ciekawy wykład o analizie mutacji nowotworowych. – odpowiedział. Poczułam jakby troszkę się rozluźnił, co było dobrym znakiem. Odczuwałam, że jest z lekka skrępowany, gdy ze mną przebywa. Ja z resztą też.
- To musi być bardzo ważny temat. – dodałam, odgarniając burzę swoich lekko splątanych blond włosów. Jason nie odpowiedział, zamiast tego uśmiechnął się potakująco. Nastała chwila ciszy, miałam ochotę coś powiedzieć, ale nie do końca wiedziałam co. W mojej głowie znajdowała się jedna, wielka pustka. Moje serce zaczęło bić jak szalone. Zapach piżma w powietrzu wyostrzył się, a dźwięk cykania mojego zegarka od Micheala Korsa jakby zrobił się głośniejszy. Przysunęłam się delikatnie do Jasona, i już po chwili nasze usta zetknęły się w pocałunku. Jason przyciągnął mnie do siebie i objął mnie w talii. Zawisłam gdzieś pomiędzy niebem, a ziemią.
W pewnej chwili przerwał nam dźwięk, rwącej się linki, po którym nastąpił przeraźliwy trzask. Momentalnie, zdążyliśmy się od siebie oderwać, zanim olbrzymia, szklana lampa w stylu art. Deco nie spadła nam na głowy. Wylądowała na łóżku, dokładnie między nami. Na szczęście nie rozbiła się, ale z sufitu wysypała się spora ilość tynku.
- Cholera. – szepnął Jason.
- Cholera. – dodałam w myślach. – Idealny moment.
Z góry zsypywało się po trochu coraz więcej tynku, więc Jason poszedł do magazynku po drabinę i próbował zatamować kruszący się sufit. Zdałam sobie sprawę, że powinnam wracać do domu. Nie miałam na to zupełnie ochoty, ale nie mogłam tu przecież przesiedzieć całego dnia. Przebrałam się w różową, bawełnianą sukienkę polo Ralph Lauren – tą samą, którą nosiłam wczoraj i zaczęłam zbierać swoje rzeczy, jedząc ostatni kawałek bajgla. Podeszłam do Jasona, na którego ciemnych, gęstych włosach osiadł miały proszek – skruszony tynk. Skierował swoje granatowe oczy w moje.
- Jeśli byś czegoś potrzebowała, daj znać. – powiedział, chwytając moją dłoń w dwie ręce. Poczułam wypełniające mnie ciepło.
- Jasne. Do zobaczenia. – odparłam, szeroko uśmiechając się. Weszłam do saloniku, gdzie na srebrnym wieszaku wisiała moja zielona torba Kipling. Moją uwagę przykuł Macbook Jasona, na którym przyklejona była żelowa naklejka ze Spangebobem. Nie mogłam się powstrzymać od zerknięcia w jego ekran. Jak przygotować bajgle – krok po kroku. Gdy zobaczyłam w wyszukiwarce artykuł na ten temat, serduszko zaczęło mi bić jak oszalałe, a uśmiech nie schodził z twarzy. Całą drogę do domu w taksówce wpatrywałam się w szybę i piękne widoki Jacksonville. Ten rozmarzony uśmiech nadawał mojej twarzy zupełnie innego wyrazu niż zazwyczaj. Zapomniałam o wszystkich problemach.
Niestety w domu nie było już taki sielankowo.
- Czemu zablokowałaś mój numer? – zapytała z pretensją mama, gdy wchodziłam przez drzwi frontowe. Miała na sobie luźny T-shirt GAP z napisem San Francisco, jeansy boyfriend i japonki. Nie odpowiedziałam nic, nie miałam ochoty na awanturę.
- Nadużywasz mojego zaufania. – dodała.- Chyba powinnam była zadzwonić na policję.
- Odpuść sobie! – krzyknęłam. Mama nigdy nie reagowała tak źle na moje drobne grzechy, takie jak ucieczka z domu. Miałam wrażenie, że odkąd znalazła w mojej torbie nie moje narkotyki, traktowała mnie jak dziecko chore mentalnie. Taka akcja potrafi totalnie zepsuć humor. Wdrapałam się na górę i przystąpiłam do pakowania ubrań, które zabiorę na wyjazd do Miami w ferie wiosenne, które zaczną się już we wtorek. Wcześniej byłam bardzo podekscytowana tą podróżą, ponieważ będzie to pierwsza wyprawa moja i moich przyjaciółek zorganizowana zupełnie bez rodziców. Jednak, gdy otworzyłam moją szafę kolosalnych rozmiarów, zupełnie ode chciało mi się tego wyjazdu. Wybrałam kilka sukienek, po czym przebrałam się w szare legginsy i obszerną czarną koszulkę Nike, włączyłam muzykę instrumentalną i moją ulubioną płytę DVD z jogą. Rozciąganie się i medytacja były jedną z tych rzeczy, które mnie relaksowały, generalnie aktywność fizyczna mnie relaksowała. Po zakończeniu sesji jogi postanowiłam poprzeglądać maile, w celu uzupełnienia kalendarza. Pani Bathany – moja wychowawczyni, nauczycielka angielskiego wysłała mi dziś rano wiadomość, że poprowadzę bal wiosenny. Ayumi wysłała propozycje dwóch hoteli w Miami – jeden bardziej luksusowy, a drugi w lepszej lokalizacji. Robert przysłał linka o suplementacji dla biegaczy. Było też mnóstwo maili reklamowych ze sklepów, w których kupowałam. Ale moją uwagę przykuł dziwny mail z Google plus, który pytał czy chcę usunąć historię wyszukiwarki z podanych haseł: najlepsze łopaty, jak zakopać ciało, łopaty amazon, gnijące zwłoki… Nawet nie skończyłam tego czytać, automatycznie kliknęłam TAK, usuń, skasowałam również tego maila. To musiał być jakiś głupi błąd. Na mojej twarzy pojawił się kpiący uśmieszek. Nawet Google popełnia błędy, więc jak rozpuszczona siedemnastolatka ma ich nie popełniać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz