Obudził mnie zapach jedzenia. Spojrzałam na zegarek
– była już godzina 11:30. Już miałam zrywać się z łóżka, gdy zdałam sobie
sprawę, że nie jestem u siebie w domu. Znajduję się w mieszkanku Jasona
Bucknera w centrum Jacksonville. Trzeba przyznać, że na jego łóżku śpi się
świetnie. Postanowiłam, że poleżę jeszcze chwilkę. Rozmyślałam nad tym jak
znalazłam się w sypialni. Moim ostatnim wspomnieniem na jawie było oglądanie
gwiazd na kwadratowym balkonie. Moje myśli zostały przerwane cichym szurnięciem
białych drzwi, wychodzących z sypialni na korytarz. Jason wszedł do pokoju,
trzymając tackę z jajecznicą, grillowanymi bajglami z serkiem Philadelphia,
truskawkami pokrojonymi w kostkę i herbatką jaśminową.
- Zrobiłeś mi śniadanie? – zapytałam piskliwym
głosem, zrywając się z łóżka.
- Cóż... jesteś u mnie gościem. – odpowiedział z
lekka nieśmiało.
- Dziękuję bardzo. – odparłam. Jason wyglądał bardzo
dobrze, z resztą jak zawsze. Ubrany był w granatowo – białą koszulę w kratkę z
krótkim rękawem, ciemne jeansy i granatowo – zielone, znoszone nike janoski.
Wydawało się, że jego gęstych, ciemnych włosów było jeszcze więcej niż
zazwyczaj. Pachniał mieszanką tulipanów, dezodorantu Axe, piżma i papierosów.
Nie wiem dlaczego, ale gdy poczułam ten zapach przeszedł mnie przyjemny
dreszcz. Podniosłam delikatnie kieliszek z herbatką jaśminową.
- Wiesz, że zasnęłaś wczoraj na balkonie? - zapytał Jason, śmiejąc się. Uśmiechnęłam się, nie wierząc w jego słowa. Nigdy nie zasnęłam w dziwniejszym miejscu niż balkon.
- Byłeś dziś na uczelni? – zapytałam.
- Tak, był bardzo ciekawy wykład o analizie mutacji
nowotworowych. – odpowiedział. Poczułam jakby troszkę się rozluźnił, co było
dobrym znakiem. Odczuwałam, że jest z lekka skrępowany, gdy ze mną przebywa. Ja
z resztą też.
- To musi być bardzo ważny temat. – dodałam,
odgarniając burzę swoich lekko splątanych blond włosów. Jason nie odpowiedział,
zamiast tego uśmiechnął się potakująco. Nastała chwila ciszy, miałam ochotę coś
powiedzieć, ale nie do końca wiedziałam co. W mojej głowie znajdowała się
jedna, wielka pustka. Moje serce zaczęło bić jak szalone. Zapach piżma w
powietrzu wyostrzył się, a dźwięk cykania mojego zegarka od Micheala Korsa
jakby zrobił się głośniejszy. Przysunęłam się delikatnie do Jasona, i już po
chwili nasze usta zetknęły się w pocałunku. Jason przyciągnął mnie do siebie i
objął mnie w talii. Zawisłam gdzieś pomiędzy niebem, a ziemią.
W pewnej chwili przerwał nam dźwięk, rwącej się linki,
po którym nastąpił przeraźliwy trzask. Momentalnie, zdążyliśmy się od siebie
oderwać, zanim olbrzymia, szklana lampa w stylu art. Deco nie spadła nam na
głowy. Wylądowała na łóżku, dokładnie między nami. Na szczęście nie rozbiła
się, ale z sufitu wysypała się spora ilość tynku.
- Cholera. – szepnął Jason.
- Cholera. – dodałam w myślach. – Idealny moment.
Z góry zsypywało się po trochu coraz więcej tynku,
więc Jason poszedł do magazynku po drabinę i próbował zatamować kruszący się
sufit. Zdałam sobie sprawę, że powinnam wracać do domu. Nie miałam na to
zupełnie ochoty, ale nie mogłam tu przecież przesiedzieć całego dnia. Przebrałam
się w różową, bawełnianą sukienkę polo Ralph Lauren – tą samą, którą nosiłam
wczoraj i zaczęłam zbierać swoje rzeczy, jedząc ostatni kawałek bajgla. Podeszłam
do Jasona, na którego ciemnych, gęstych włosach osiadł miały proszek –
skruszony tynk. Skierował swoje granatowe oczy w moje.
- Jeśli byś czegoś potrzebowała, daj znać. –
powiedział, chwytając moją dłoń w dwie ręce. Poczułam wypełniające mnie ciepło.
- Jasne. Do zobaczenia. – odparłam, szeroko
uśmiechając się. Weszłam do saloniku, gdzie na srebrnym wieszaku wisiała moja
zielona torba Kipling. Moją uwagę przykuł Macbook Jasona, na którym przyklejona
była żelowa naklejka ze Spangebobem. Nie mogłam się powstrzymać od zerknięcia w
jego ekran. Jak przygotować bajgle – krok po kroku. Gdy zobaczyłam w
wyszukiwarce artykuł na ten temat, serduszko zaczęło mi bić jak oszalałe, a
uśmiech nie schodził z twarzy. Całą drogę do domu w taksówce wpatrywałam się w
szybę i piękne widoki Jacksonville. Ten rozmarzony uśmiech nadawał mojej twarzy
zupełnie innego wyrazu niż zazwyczaj. Zapomniałam o wszystkich problemach.
Niestety w domu nie było już taki sielankowo.
- Czemu zablokowałaś mój numer? – zapytała z
pretensją mama, gdy wchodziłam przez drzwi frontowe. Miała na sobie luźny
T-shirt GAP z napisem San Francisco, jeansy boyfriend i japonki. Nie
odpowiedziałam nic, nie miałam ochoty na awanturę.
- Nadużywasz mojego zaufania. – dodała.- Chyba
powinnam była zadzwonić na policję.
- Odpuść sobie! – krzyknęłam. Mama nigdy nie
reagowała tak źle na moje drobne grzechy, takie jak ucieczka z domu. Miałam
wrażenie, że odkąd znalazła w mojej torbie nie moje narkotyki, traktowała mnie
jak dziecko chore mentalnie. Taka akcja potrafi totalnie zepsuć humor. Wdrapałam
się na górę i przystąpiłam do pakowania ubrań, które zabiorę na wyjazd do Miami
w ferie wiosenne, które zaczną się już we wtorek. Wcześniej byłam bardzo
podekscytowana tą podróżą, ponieważ będzie to pierwsza wyprawa moja i moich
przyjaciółek zorganizowana zupełnie bez rodziców. Jednak, gdy otworzyłam moją
szafę kolosalnych rozmiarów, zupełnie ode chciało mi się tego wyjazdu. Wybrałam
kilka sukienek, po czym przebrałam się w szare legginsy i obszerną czarną
koszulkę Nike, włączyłam muzykę instrumentalną i moją ulubioną płytę DVD z
jogą. Rozciąganie się i medytacja były jedną z tych rzeczy, które mnie
relaksowały, generalnie aktywność fizyczna mnie relaksowała. Po zakończeniu
sesji jogi postanowiłam poprzeglądać maile, w celu uzupełnienia kalendarza.
Pani Bathany – moja wychowawczyni, nauczycielka angielskiego wysłała mi dziś
rano wiadomość, że poprowadzę bal wiosenny. Ayumi wysłała propozycje dwóch
hoteli w Miami – jeden bardziej luksusowy, a drugi w lepszej lokalizacji.
Robert przysłał linka o suplementacji dla biegaczy. Było też mnóstwo maili
reklamowych ze sklepów, w których kupowałam. Ale moją uwagę przykuł dziwny mail
z Google plus, który pytał czy chcę usunąć historię wyszukiwarki z podanych haseł:
najlepsze łopaty, jak zakopać ciało, łopaty
amazon, gnijące zwłoki… Nawet nie skończyłam tego czytać,
automatycznie kliknęłam TAK, usuń, skasowałam również tego maila. To musiał być
jakiś głupi błąd. Na mojej twarzy pojawił się kpiący uśmieszek. Nawet Google popełnia błędy, więc jak rozpuszczona siedemnastolatka ma ich nie popełniać...