niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 4

 - Wytłumaczysz mi co to jest? – krzyczała moja mama, trzymając w ręku silikonowy, przezroczysty woreczek z napisem ‘HEROINA’.
- To nie moje, przysięgam, znalazłam to w torbie! – wrzeszczałam ze łzami w oczach.
- Więc, czemu nie oddałaś tego na policję? – zapytała mama wysokim głosem.
- Były tam moje odciski palców, nie chciałam żeby myśleli, że należy do mnie. – odpowiedziałam cicho, sama rozumiejąc swój błąd i w głębi duszy ochrzaniając się za jego popełnienie.
- Twoja głupota mnie przeraża. Najpierw powodujesz wypadek samochodowy, potem urządzasz dziką imprezę, zakraplaną alkoholem we własnym salonie. A teraz co? Teraz nakrywam cię na posiadaniu narkotyków? – krzyknęła mama. – Ty nawet nie jesteś pełnoletnia! – rozbiła porcelanową filiżankę kawy o ceramiczną podłogę. Rozległ się głośny trzask.
- To nie ja! Ktoś mnie wrabia! – krzyknęłam z całej siły, po czym ruszyłam w stronę wiktoriańskich schodów na górę, krztusząc się płaczem. Musiałam jakoś wyładować negatywną energię, niestety nie wiedziałam jak. Zdjęłam złoty zegarek od Micheala Korsa oraz czarne szpilki Louboutin, po czym wyskoczyłam przez okno wprost do basenu. Robiłam tak często w siódmej klasie z moimi przyjaciółkami, ale gdy Sarah złamała obie nogi, stanowczo zabroniono nam bawić się w tą zabawę. Poczułam ulgę, że mogę panować nad tym co robię, że nikt nie może mi nic rozkazywać.
Był czwartkowy wieczór, godzina 21:15 i właśnie zdejmowałam z siebie mokre ubranie po długiej kąpieli w basenie. Cała szklana, biała podłoga w moim pokoju była mokra. Gdzieniegdzie znajdowały się czarne krople – mój makijaż rozmyty przez wodę i łzy. Zakładałam na siebie jedwabną koszulę nocną z Indii. Moje splątane, długie, lokowane włosy trudno było rozczesać. Położyłam się do łóżka, ale nie mogłam zasnąć. Po głowie chodziło mi milion dziwnych myśli. Przerwała to wiadomość tekstowa od Jasona Bucknera.
- Mogę być jutro wcześniej, mam wykład o 8:30? – brzmiała treść wiadomości. Pod wpływem emocji, zadzwoniłam do niego i wszystko mu opowiedziałam.
Już po czterdziestu minutach siedziałam w jego, jak się okazało wypożyczonym granatowym Bentleyu. Miałam na sobie różową, bawełnianą sukienkę polo Ralph Lauren, którą założyłam resztkami sił. Jechaliśmy do jego mieszkania w centrum Jacksonville. Nie mówiliśmy do siebie zbyt dużo. Jason położył swoją dłoń na moim kolanie, po czym wyjątkowo delikatnie się uśmiechnął. Przyznam, że był to bardzo miły gest, który zdawał się mówić ‘nie martw się, jesteś już bezpieczna’. Wysiedliśmy na parkingu przed niedużym apartamentowcem przy jednej z ruchliwszych ulic w mieście. Wjechaliśmy windą na piąte piętro, gdzie znajdowało się lokum Jasona. Było to małe, aczkolwiek nowocześnie i bardzo ładnie urządzone mieszkanko. Pachniało w nim cytrynowym odświeżaczem powietrza. Znajdowało się tam wiele podręczników, książek, segregatorów i innych rzeczy związanych z nauką. Widać było, że Jason przykłada się do swoich bioinformatycznych studiów. Chłopak wziął moją zieloną, sportową torbę Kipling, powiesił ją na srebrnym kołku i wskazał mi miejsce, na którym mogłam usiąść.
- Chcesz coś zjeść, może zamówimy pizzę? – zapytał niepewnie. Zgodziłam się, mimo że nigdy nie jadam fast foodów, choć szczerze… uwielbiam je. Zawsze zmuszam się do jedzenia zdrowej żywności, ponieważ chcę dbać o linię.
- Jason… - zaczęłam nieśmiało. – Dziękuję ci. – moje policzki zaczerwieniły się.
- Naprawdę nie ma za co. – odpowiedział, patrząc mi w oczy.
Po dwudziestu minutach przyszła pizza. Zjadłam ją oglądając telewizję na kanapie Jasona, on w tym czasie pisał jakiś referat na studia, podajże o systemie lokalizacji.
- Pojedziesz ze mną jutro na policję? – przerwałam mu. Spojrzał na mnie, przełknął ślinę. Widać było, że intensywnie się nad czymś zastanawia.
- Nie chcę cię martwić Susan, ale wszystko wskazuje na to, że ty popełniłaś te przestępstwa. – powiedział Jason zdecydowanym głosem. Przeszedł mnie dreszcz, moje źrenice powiększyły się, a twarz zastygła w delikatnym grymasie.
- Nie wierzysz mi? – gwałtownie się podniosłam.
- Oczywiście, że ci wierzę, ale chcę ci tylko uświadomić jak widzą to inni. – westchnął Jason, po czym wstał i usiadł obok mnie. Gdy zobaczył, że nasze uda się stykają, odsunął się delikatnie. – Nie chcę żebyś podejmowała pochopne decyzje, które potem mogą ci bardzo zaszkodzić. – dodał. Poczułam chłód. Klimatyzacja była zbyt mocno włączona. Temperatura wynosiła zaledwie 17 stopni Celsjusza, co w porównaniu do 26 stopni na zewnątrz było bardzo małą liczbą. Zaczęłam się trzęść ze strachu i zimna, a po moich policzkach popłynęły gorące łzy.
Jason przyniósł mi chusteczki, wyłączył klimatyzację i poszedł do samochodu po kocyk. Ja w tym czasie przebrałam się w koszulę nocną, ogarnęłam włosy w luźnego kucyka i zmyłam resztki makijażu. Oczywiście musiałam zapomnieć z domu przyrządów do mycia zębów, więc wzięłam pastę Jasona i użyłam swojego palca jako szczoteczki. Wyszłam na mały, kwadratowy, marmurowy balkon, bo tam było najcieplej. Podziwiałam piękną panoramę Jacksonville. W nocy drapacze chmur, których co prawda nie było wiele, wyglądały cudownie. Chciałabym kiedyś zamieszkać w takim nowoczesnym apartamentowcu, z tym że moje mieszkanie musiałoby być ogromne i nowoczesne. Zawsze uwielbiałam oglądać na filmach tych bogatych celebrytów w swoich nowojorskich apartamentach na Manhattanie. W takim miejscu czułabym się sobą – gwiazdą – osobą, na którą wszyscy zwracają uwagę. Skierowałam swój wzrok na niebo. Dzisiejsza noc wyróżniała się wspaniałą widocznością i było widać chyba każdą konstelację, jaką można zobaczyć. Na chwilę zapomniałam o wszystkich swoich troskach i zaczęłam rozkoszować się widokiem gwiazd. Jedna z nich świeciła najjaśniej. Nie wiem jak się nazywała, ponieważ nie jestem dobra z astronomii i takie rzeczy mnie nie interesują, ale ta gwiazda przypominała mi mnie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz