We wtorkowe południe siedziałyśmy z Ayumi na zadaszonym
patio w moim domu, pijąc kawę mrożoną. Dzisiejszego dnia nad Jacksonville krążyła potworna ulewa,
czarne chmury wisiały niewysoko nad ziemią. Wilgotność powietrza wynosiła
prawie sto procent. Oglądałyśmy hotele w Miami – mieście, do którego
wybierałyśmy się w nadchodzącą przerwę wiosenną.
- Nie mogę uwierzyć, że wszystkie pięciogwiazdkowe hotele w
South Beach są zarezerwowane. – powiedziałam poirytowana, po czym wsypałam
łyżeczkę cukru trzcinowego do kawy.
- Żenada. – dodała Ayumi, rozpuszcając swoje piękne gęste
włosy z luźnego warkocza. – Może zamieszkamy w Downtown? – zaproponowała.
- Ehmm… Za daleko od klubów. – odpowiedziałam, po czym
kąciki naszych ust niemal synchronicznie podniosły się do góry.
Na niebie pojawiła
się błyskawica, zerwał się porywisty wiatr, który zmusił nas do wejścia do środka. Z pośpiechu, wylałam kawę na swoje zielone,
bawełniane spodenki z Ralph Lauren i
białą koszulkę polo z tej samej firmy.
Pobiegłam na górę zmienić swój strój, na taki sam tylko że w różowo –
granatowej kolorystyce. Gdy zbiegłam z powrotem na dół, spostrzegłam wysokiego,
siwego mężczyznę w średnim wieku, wyjmującego ze swojej mokrej teczki jakieś
dokumenty.
-Ty nie w szkole Susan? – zapytał łagodnie, gdy mnie zauważył.
To był Steve Holman – mój ojczym. Steve był spoko. Miał dużo pieniędzy, nie posiadał
dzieci ani byłej żony, bardzo łatwo się nim manipulowało. Nie podobało mi się w
nim jedynie to, że często zostawiał brudne skarpetki na naszej skórzanej
kanapie w kolorze karmelu.
- Zwolniono nas z powodu konkursu ekonomicznego. –
skłamałam, wiedząc że Steve nie będzie się o nic dopytywać. Nie poszłam do szkoły, ponieważ nie chciało
mi się organizować dojazdu.
- Rozumiem. –
uśmiechnął się, po czym wspiął się po wiktoriańskich schodach na drugie piętro
do mojej mamy.
Weszłam do kuchni, gdzie czekała na mnie Ayumi z pokrojonym
w kostki ananasem. Poplotkowałyśmy jeszcze chwilę o ohydnych butach Ricka
Fieldena i rzekomym romansie młodego nauczyciela biologii z Naomi Vegą z
rocznika wyżej. Generalnie było sympatycznie i zabawnie, ale musiałyśmy
kończyć, bo Ayumi musiała posprzątać dom. Jej rodziców nie było przez trzy
tygodnie. W tym czasie odbyło się tam kilka grubszych melanży.
- Słyszałaś, że dziś w kolejce nadziemnej znaleźli heroinę? –
usłyszałam z góry głos Steva, podczas gdy zakładałam złotą bransoletkę na
kostkę. Włosy stanęły mi dęba. Spokojnie Susan, nie pierwszy i nie ostatni raz
znajdują tu narkotyki. To przecież Floryda – stan kubańskich przemytników tego
towaru.
- Coś pisali w Gońcu florydzkim. – mruknęła moja mama,
prawdopodobnie niezbyt zainteresowana tą sprawą. Błagam, niech to będzie tylko
zwykły zbieg okoliczności, że to znalazło się w mojej torbie.
Wieczorem razem z Ayumi, Sarah i jej chłopakiem Paulem oraz Elaine,
z którą pogodziłam się po tym jak chciała pożyczyć ode mnie czarną torbę DKNY,
jechałyśmy granitowym Lexusem rodziców Sarah na plażę. Odbywała się tam lokalna
impreza z udziałem zespołów z okolicy. Na tą okazję wybrałam białą sukienkę do
kolan w różowe palmy z Guess, złote sandałki na koturnie od Steve’a Maddena
oraz złotą torbę od tego samego projektanta. Ayumi postawiłą na czarny
kombinezon z Wranglera i czarne dodatki. Elaine założyła bardzo obcisłą,
wzorzystą sukienkę z Desiquala, dobrała do niej moją czarną torbę DKNY i czarne
sandałki. Sarah ubrała zieloną, rozkloszowaną sukienkę z Forever 21 i skórzane
sandałki oraz kopertówkę. Paul –
wysportowany blondyn z drużyny lacrosse założył zwykłe jasne jeansy i biały
T-shirt z Hugo Boss. Choć każdy z nas wyglądał zupełnie inaczej tworzyliśmy
całkiem ciekawy i dobrze ubrany zespół.
- Poproszę pięć
Bacardi! – zamówiłam nam drinki na bazie białego rumu, soku z limonki i
grenadiny. Podałam barmanowi
pięćdziesięciodolarowy banknot. Mój głos rozszedł się po całym barze,
przytłumiając dudniącą muzykę – cover utworu ‘’Everyone’’ zespołu Backstreet
Boys. Wszędzie czuć było zapach papierosowego i haszyszowego dymu, mieszankę
owocowych perfum oraz bryzy morskiej. W
pewnej chwili poczułam na sobie czyjś wzrok. Ciemnoskóry mężczyzna z różowymi dredami i
srebrnej kamizelce w zwierzęce wzory zapytał mnie czy chcę zaśpiewać karaoke.
Ku swojemu własnemu zdziwieniu zgodziłam się. Wybrałam piosenkę ‘’Radioactive’’
Imagine Dragons. Występy przed publicznością szły mi świetnie. Kochałam być w
centrum uwagi. Gdy Ayumi i reszta mnie usłyszeli , prawie pospadali z krzeseł.
Nie miałam talentu do śpiewania, ale to jak pięknie wyglądałam rekompensowało
nienajlepszy wokal. Wszyscy ze
zdumieniem na mnie patrzyli, a na koniec dostałam ogromne brawa. Przyjaciele
oczywiście musieli nagrać moje wystąpienie i wstawić na twittera.
- Śpiewy śpiewami, ale gdzie są nasze drinki, Orchards? –
zapytał Paul z wielkim uśmiechem na twarzy. Upss, chyba zostawiłam nasze drinki
na pastwę losu.
-Zaraz je przyniosę! – odwzajemniłam mu słodki uśmiech.
Miałam wypić jednego drinka, ale nistiry skomcxło sir na pinciyu drinkkahh.
Generalnie bawiliśmy się świetnie, tańczyliśmy, rozmawialiśmy, oglądaliśmy
pokaz fajerwerków, śpiewaliśmy do 3 w nocy, kiedy to taksówka zabrała nas do
domów.
Następnego dnia
czułam się słabo, ale mam w zwyczaju nie pokazywać tego światu zewnętrznemu.
Mimo iż była środa, a wczoraj nie poszłam do szkoły, dzisiaj również nie miałam
zamiaru. Przerwa wiosenna już nie długo, więc same powtórki , a poza tym nie ma
mnie kto zawieźć. Posmarowałam się regenerującym balsamem do ciała z opiłkami
złota z Givenchy i położyłam z powrotem do łóżka. Spokój zaburzyło wołanie
mojej matki. Schodząc na dół, widziałam puste butelki po przeróżnych
alkoholach, porozwalane po całym domu. Wiele z nich było rozbitych, niektóre
miały jeszcze resztki napoju. W moich oczach siedziało przerażenie.
- Wytłumaczysz mi to? – zapytała spokojnym, aczkolwiek
nieprzyjaznym głosem mama.
- To nie ja. – odpowiedziałam ze łzami w oczach.
- A kto? Ja? Ja wróciłam wczoraj o czwartej w nocy z imprezy
i mocno się upiłam? – dodała. Miała na sobie koszulę jeansową z Hilfigera i
oliwkowe dresy. Złote włosy zaplotła w luźnego warkocza. W uszach nosiła
dwudziestocztero karatowe kolczyki. Tak prezentował się jej ubiór na co dzień.
– Jeśli posprzątasz to w ciągu pół godziny to zapomnimy o tym i potraktujemy to
jako jeden z tryliona twoich błędów młodości, zgoda? – jej wyraz twarzy nie
złagodniał.
Tak jak powiedziała
mama, tak zrobiłam. Mam szczęście, że jest jaka jest . Gdyby moje dziecko
zachowywało się jak ja, już dawno wysłałabym je do najodleglejszego ośrodka
psychiatrycznego w Stanach, jeśli w ogóle nie na świecie. Ciekawi mnie tylko
jedna rzecz. Czy to ja przyniosłam tu te dziesiątki butelek alkoholu? Przecież
wracałam taksówką. Może przyjaciele zrobili mi żart?
Ostatnio żarty, których ofiarom padam wcale nie są śmieszne.
Są głupie i przerażające.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz