wtorek, 21 kwietnia 2015

Rozdział 6

Na głównej ulicy Jacksonville, potocznie zwanej Shotline mieściło się kilka znanych w obrębie całej Florydy klubów. Jeden z nich był szczególnie sławny, aż do tego stopnia, że miejsca w nim trzeba było rezerwować kilka miesięcy przed imprezą. Dobra muzyka, srebrne szyby, ekskluzywne jedzenie, wyborne alkohole – wszystko to wydawało się być perfekcyjnym zestawieniem na jedyne w życiu, słodkie osiemnaste urodziny. 

Niestety Elaine Roerig nie zadbała o jeden mały szczegół, aby urządzić najlepszego party świata.
Była cudowna sobota – ciepła i słoneczna. Powietrze pachniało szczęściem, morską bryzą i kwitnącą begonią. Słychać było śmiech dzieci i ich rodziców, jedzących świeże lody waniliowe z ekologicznej cukierni przy skrzyżowaniu oraz dźwięk deskorolek, jeżdżących po patio państwa Deegweed – sąsiadów.
  - Zachowałaś się jak kompletna suka! – warknęła Ayumi Ito, tupiąc nogą w moje marmurowe schody. Obok niej stała wściekła Elaine Roerig z kompletnie rozmazaną maskarą wokół oczu. Pod palmą siedziała znudzona Sarah Bennet z jedną różową słuchawką w uchu. Patrzyłyśmy na siebie w milczeniu i każda z nas zdawała się chętna zabicia drugiej. Nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa.
Wczoraj był dość ważny dzień, miała się odbyć jeszcze ważniejsza impreza. Impreza, którą zobowiązałam się zorganizować. Było to ustalone już od dawna, a ja najzwyczajniej w świecie zapomniałam. Czas zleciał tak szybko… Pój Jackson High zebrało się wczoraj u wrót Shotswing przy Shotline Street, poubierane w najlepsze ciuchy, czekające na najlepszą imprezę w historii tej szkoły. Nie wpuszczono ich do lokalu z prostej przyczyny… nie mieli zarezerwowanych miejsc. Osiemnastka Elaine okazała się kompletnym niewypałem. Upokorzyła się przed szkołą, a urodziny spędziła w tanim barze wietnamskim, lejąc swoje łzy na ‘’sajgonki z Hanoi’’.
Ja w tym czasie albo ćwiczyłam jogę, albo leżałam w łóżku fantazjując o Jasonie. Teraz Ayumi, Elaine i Sarah znajdowały się na marmurowych schodach przed moim domem i wlepiały we mnie mordercze spojrzenia.  W sumie wyszła z tego trochę głupia sytuacja, ale nie zamierzałam błagać je na kolanach o wybaczenie i udawać, że jest mi z tego powodu bardzo przykro. Co ostatnio te dziewczyny dla mnie zrobiły? Gdy miałam wypadek, w szpitalu odwiedziła mnie Savannah - jedna z ‘’fanek’’, nawet nie wiem, do której klasy chodzi. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Przepraszam. – tylko tyle potrafiłam z siebie wydusić. Nie otrzymałam odpowiedzi. Dziewczyny nadal patrzyły się na mnie z nienawiścią, nawet nie mrugając oczami. Słychać było tylko niegłośną piosenkę Sama Smitha, wydobywającą się z Iphona Sarah. Ścisnęło mnie w brzuchu.
- Twoje ‘’przepraszam’’ nic nie zmieni. – odparła Elaine, przez zaciśnięte usta.
- Masz świadomość, że świat się nie skończył, prawda? – uśmiechnęłam się, ku zdziwieniu siebie i dziewczyn. Widać było, że moja reakcja poddenerwowała je jeszcze bardziej. Ayumi z całej siły kopnęła wielką, kamienną wazę, która rozbiła się na kilka części. Nie dość, że ta waza była cholernie droga, była też jedną z niewielu pamiątek po moim tacie. A Ayumi o tym doskonale wiedziała.
- To koniec, Susan Orchards. Nie jedziemy razem na ferie wiosenne. Wieczorem odwołam hotel. Mamy dosyć bycia traktowanymi przez ciebie jak śmieci. – wyrecytowała Ayumi. Dziewczyny spojrzały się na siebie porozumiewawczo, po czym lekko uśmiechnęły.
- Jesteście nimi. – odpowiedziałam cicho, ale wystarczająco głośno, aby to usłyszały. Mimowolnie poleciała mi łza po policzku, gdy zerknęłam na wazę. Weszłam do domu. Nie czułam się źle. Czułam się po prostu lekko zmieszana. Byłam z siebie dumna, że zachowałam swoje zdanie do końca i pokazałam swoją osobowość. Nie ważne, że po policzkach ciekł mi wodospad łez. Przystawiłam drzwi do ucha, aby usłyszeć rozmowę dziewczyn, które jeszcze stały na ganku. Niestety nie udało mi się usłyszeć niczego oprócz słowa ‘’pożałuje’’. Jedyne co zobaczyłam to znikający za cisami biały sweterek od Calvina Claina Sarah.
Już miałam sięgnąć po Iphona i zadzwonić do Jasona, ale w porę się powstrzymałam. Jeszcze pomyśli sobie, że jestem jakąś nachalną i niedającą rady poradzić sobie ze swoim życiem idiotką. W tym momencie normalnie wskoczyłabym do basenu, ale nie wiadomo z jakiego powodu było mi zimno. Bardzo zimno.
- Mamo, waza się rozbiła! Ayumi niechcący się o nią oparła! – krzyknęłam, przypominając sobie o stracie. Kolejne trzy godziny spędziłyśmy na sklejaniu wazy.
***
Wieczorem pojechałam kolejką nadziemną na targ rybny po świeże owoce morza. Miałam ochotę na miętusa w sosie jarmużowym. Chciałam kupić też langusty i kilogram muli. Po stresujących sytuacjach wyglądałam jakby to powiedzieć delikatnie… niekorzystnie. Miałam fioletowe dołki pod oczami, które i tak były prawie niewidoczne po nałożeniu kryjącego korektora MAC, blade usta i nieujarzmione włosy. Zapach martwych ryb albo był dzisiaj dużo intensywniejszy, albo po prostu tak mi się wydawało. Tak bardzo chciałam skończyć rybne zakupy, że z pośpiechu potknęłam się o sieć rybacką i wpadłam w ramiona starego rybaka, pachnącego alkoholem i tabaką. Ugh. Podeszłam do pierwszego lepszego stoiska i wybrałam najzwyklejszego w świecie łososia i trochę krewetek tygrysich. Gdy otworzyłam mój złoto – czarny portfel Chanel, aby zapłacić za jedzenie, wylała się z niego dziwna czarna maź. Szczęście mi dopisało i znalazłam w tylnej kieszeni moich grejpfrutowych szortów z Diesla sto dolców. Zapłaciłam za zakupy, i pomijając fakt, że miałam na sobie dziesięciocentymetrowe sandałki od Steve’a Maddena, pobiegłam około pół kilometra do pobliskiego parku, aby zidentyfikować zawartość mojego portfela. Siadając na ławce, rozsunęłam złoty suwak i wyciągnęłam wszystkie karty i gotówkę, które były usmarowane czarną, lepką breją. Dopiero po chwili mój mózg zaczął pracować. Rozsmarowałam drobną ilość cieczy na zewnętrznej stronie mojej dłoni, niczym robiąc w drogerii podgląd szminki potencjalnej do kupna. To było CZERWONE. Czy to była KREW? Błagam, żeby to nie była KREW… Powiedzcie, że mam niesłuszne przeczucie… Powiedzcie, że to nie KREW…

Tak, to KREW. 
:-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz